A
A
A
szukaj
wersje językowe Polski English
BIP
Wacław Gluth-Nowowiejski
w czasie powstania
pseudonim
rocznik
„Wacek”
1926
stopień
powstańczy biogram
data wywiadu
dowódca drużyny, kapral podchorąży
-
2007-02-20

formacja

Zgrupowanie„Żmija”

dzielnica

Żoliborz

  • To było tam, gdzie stało kiedyś kino „Moskwa”?

Coś podobnego, a jeszcze wcześniej była tam zajezdnia tramwajowa, potem kino „Moskwa”, w tym mniej więcej miejscu. Było takie miejsce otwarte trochę i właśnie tam oni wszystkich rozwalali.

  • To pana brat obserwował?

On nie za bardzo mógł widzieć, ale to wszystko słyszał, te salwy, te krzyki. Nawet tam ktoś krzyczał, bo go trafili, ale nie zabili, ktoś okropnie krzyczał i potem drugi strzał i przestał krzyczeć, dobijali. Muszę przyznać, że on przez wiele dni po prostu był półprzytomny. Potem też sam to przeżył, bo go trafiło też.

  • Właśnie, chodzi mi o konspirację. Bo rozumiem, że pana bracia pierwsi jako starsi, pierwsi zaczęli działać w konspiracji i jakoś ściągnęli pana, tak? Jak to było?

Oczywiście, że dwaj bracia bliźniacy od razu byli w tych grupach konspiracyjnych, tylko że w różnych. U Jerzego zaczęło się to od Batalionu „Zośki”, który jeszcze wtedy nie był żadną „Zośką”. On był też w harcerstwie u Batorego, więc go tam ściągali, ale potem był okres trochę martwy Szarych Szeregów, a on chciał być już w wojsku. W związku z tym zrobił [niezrozumiałe] i dostał się do grupy wojskowej już, akowskiej, w której już organizowano tą całą grupę. To było zgrupowanie, które wyszło poza Warszawę, czyli „Obroża”, ale „Obroża” po wschodniej stronie, akurat do takiej trafił. [...] On przeszedł szkołę, szkolenie podchorążackie, i wtedy od razu został tam dowódcą drużyny. Tak aż do wybuchu Powstania był cały czas w tym oddziale. Cały ten oddział przygotowywał się do wybuchu Powstania, więc było szkolenie następnych narybków, rozbudowa drużyn, plutonów, kompanii i to wszystko. Oczywiście było to bardzo niebezpieczne u nas, bo wszyscy trzej moi starsi bracia byli w konspiracji, każdy w innym oddziale, każdy miał swoją grupę i między innymi te grupy również miały spotkania, miały szkolenia u nas, w naszym domu na Balonowej. Tak nieraz bywało, że jedni wychodzili, a drudzy czekali w ogródku aż ci wyjdą. Prawdę mówiąc to nie były liczebnie duże grupy, ale to było sześciu, ośmiu, z takimi grupami się odbywały te szkolenia. Drugi Zbyszek i Jasiek, obaj byli od początku w dość znanym Zgrupowaniu „Jeleń”. To chyba nawet złożyli [zeznania] już jacyś ludzie, na przykład Zygmunt Gebethner też składał taką relację. To była grupa szturmowa złożona przeważnie z podchorążaków, którzy mieli niezwykle trudne zadanie wyznaczone na wybuch Powstania, bo mieli uderzyć w Aleję Szucha, czyli w gestapo. O Boże, no tak. Oni tak samo przeszli szkołę podchorążych. To był 7. Pułk Ułanów, który miał swoją filię w Warszawie, ale wszystko to się nazywało, że to byli ułani. W związku z tym do nich się nie mówiło żołnierzu, szeregowcu, tylko ułanie, potem on jest także podchorąży ułan. Oni byli w „Jeleniu” cały czas, też do wybuchu Powstania, tylko że nie doczekali tego, to za chwilę. Wreszcie, jeśli chodzi o mnie, to mi zabronili kategorycznie, od początku była między nami taka umowa, musiałem się z nią pogodzić. Powiedzieli: „Wykluczone, ty rób szkołę i pilnuj się, żeby ci się coś nie stało. Przyjdzie czas, że będziemy rozmawiali.” Ale ja się kręciłem, nie bardzo mogłem wytrzymać i na jesieni 1942 roku jeden z moich przyjaciół z Fortu Mokotowskiego tylko z innego domu oczywiście, Bogdan Broniowski, syn pułkownika Broniowskiego, bo tam była oficerska kolonia, kiedyś zagadał do mnie i mówi: „Słuchaj stary, czy to nie jest już czas coś zacząć robić?” Ja mówię: „Ale moi mi nie pozwalają.” „Nie muszą wiedzieć.” Tak się zaczęło. On już był zaprzysiężony właśnie na Żoliborzu u „Żywiciela” i bez problemu mi to załatwił. Jeszcze w dodatku zabrałem z kolei jeszcze jednego kolegę z fortu i w ten sposób we trzech żeśmy się tam zgłosili.

  • Pamięta pan dzień, kiedy pan składał przysięgę?

Oczywiście, jak najbardziej, no bo wtedy rok 1942 już miałem lat szesnaście.

  • Mógłby pan opisać ten moment?

Tak, oczywiście. Sama przysięga odbyła się w lokalu u jednego z dowódców plutonu. Zastępca dowódcy plutonu, podchorąży „Sławek”, mieszkał na Marszałkowskiej i tam się właśnie odbywały przysięgi tych nowoprzyjętych żołnierzy Armii Krajowej do jego plutonu. Był to pluton 225 w Zgrupowaniu „Żmija”, które to zgrupowanie obejmowało w razie walk teren Dolnego Żoliborza i Marymontu. W wyznaczonym terminie poproszono nas tam, było to emocjonujące dla mnie szalenie, bo wiedziałem o tym, że teraz jestem już pasowany na rycerza, że teraz już naprawdę skończył się ten pierwszy etap i teraz już zostanę przyjęty na pewno. Odbyło się to w ten sposób, że przyszliśmy wszyscy tam, nas tak wielu nie mogło być, bo były jednak przestrzegane konspiracyjne [zasady]. Było nas kilku na pewno, przyszedł dowódca plutonu i jeszcze dowódcy dwóch drużyn, przyszli, żeby było to tak [uroczyściej] i stanęliśmy na baczność w szeregu, a oni odczytali przysięgę… to się nazywa chyba nie przysięgę, tylko coś w rodzaju roty. Trzeba było przysiąc, palce podniesione do góry, tym bardziej że to się kończyło: „Tak mi dopomóż Bóg” i się kładło palec na krzyżu. […] Trudno mi powiedzieć, ale wiem, że byłem bardzo wzruszony i lekko oszołomiony, że to było dla mnie bardzo duże przeżycie, ten moment był bardzo dużym przeżyciem. Drugim momentem, o którym też nie zapomnę na pewno, to była właściwie pierwsza zbiórka całego plutonu, kiedy zobaczyłem, że to jest strasznie fajne towarzystwo, że młodzi wspaniali chłopcy i weseli, energiczni, inteligentni, że w ogóle cudowne wojsko. Jeśli chodzi o mnie, to moi bracia się pogodzili, aczkolwiek byli wkurzeni, jak to się dzisiaj mówi, ale pogodzili się z tym. Oczywiście bardzo zastrzegali, żebym nie robił żadnych numerów, tylko żebym spokojnie uczył się i chodził na komplety. Wszystko to robiłem, zrobiłem maturę w 1944 roku na kompletach, w ostatniej chwili przed Powstaniem, osiemnastolatek.
close