A
A
A
szukaj
wersje językowe Polski English
BIP
Urszula Plenkiewicz
w czasie powstania
pseudonim
rocznik
Głowacka
„Urka”
1921
stopień
powstańczy biogram
data wywiadu
-
2010-06-17

formacja

Szare Szeregi

infomacje dodatkowe

bohaterka książki „Kamienie na szaniec”, harcerka małego sabotażu, od grudnia 1942 roku w obozie Auschwitz
  • Wróciliśmy do Warszawy teraz?

Tak, w Warszawie. To był rok… Ooo, tak, bo to było bardzo wcześnie. Jakiś czas u mnie była, ale ostrzegli mnie, że już były [prześladowania], już Żydom nie wolno było nawet mieszkać, to tam się nią zajęły nauczycielki i została umieszczona.
W obozie korespondencja wyglądała w ten sposób, że dostawałyśmy raz na miesiąc blankiet złożony z dwóch części i tylko na jeden adres wolno było pisać. Trzeba było podać adres, na który się pisze, ten ktoś dostawał blankiet. Na drugiej części blankietu znowu dostawałam już odpowiedź do obozu i tylko taką korespondencję raz na miesiąc wolno było prowadzić. Ta Krysia właśnie, o której mówię, gdzieś tam schowana, przechowywana, ale wiedziała, że zostałam aresztowana, bo miała kontakt z koleżankami, ale to… Woła mnie blokowa i mówi: „Słuchaj, coś strasznie dziwnego. Dzisiaj przyszły listy, ale do ciebie jest zwykła kartka, przecież nie na blankiecie, nie na tym, zwykła kartka i po polsku napisane”. Myślę sobie: „Skąd? Jak to się mogło tam tak [dostać]?”. Ona myślała, że nie wyjdę z obozu. „Chciałam ci tylko powiedzieć, że nasze rozmowy zaowocowały, chciałam, żebyś wiedziała – ona nie wiedziała, czy przetrwa Żydówka i czy ja przetrwam – przyjęłam chrzest. Moją matką chrzestną jest…”. Tam wymieniła nazwisko matki jednej z naszych koleżanek. Nie, nie mogła wymienić nazwiska, przepraszam, matka, powiedzmy, Wandy i już. „Krysia”.
Oczywiście, mówię: „Cud”, ale to zawsze można obrócić w cud, bo w tamtym obozie byli na funkcjach też Polacy, więc ktoś po prostu przepuścił ten list przez cenzurę i go dostałam. Z tą Krysią przyjaźniłyśmy się i mam medal!

  • Właśnie, bo pani dostała… A Krysia przeżyła?

[…] Aaa, ona przeżyła! Mówię. Umarła trzy lata [temu].

  • Pojechała do Izraela?

Nie, żyła z nami, w Warszawie mieszkała. W ogóle nie przyznawała się, że [jest] Żydówką, tylko się w jednej rzeczy przyznała, że chciała, żebym dostała medal, więc ja…

  • Chcemy się jeszcze dowiedzieć o codziennym życiu w obozie. Jak wyglądało? Czy mogłaby nam pani opowiedzieć?

Życie codzienne zwyczajnego człowieka w obozie to były apele. To najgorsze, co było, to były apele. Dzień się rozpoczynał apelem, trzeba było na powietrzu stać rozmaicie. Teraz muszę się skupić, bo zależnie od tego, gdzie się człowiek znajdował – najgorsze były tak zwane Zugangi. Zugangi to byli ci ludzie, którzy dopiero co do obozu przyjechali, oni byli w najgorszych zawsze warunkach przez jakiś czas, dopóki się nie przyzwyczaili i nie nauczyli troszkę, jak by to powiedzieć, omijać czy coś, sprytem. Człowiek ma chęć przetrwania, więc… Poza tym Niemcy mieli szacunek dla starych numerów. „Ooo, stary numer”. To stary numer miał już troszeczkę lżejsze życie, a najgorsze to były Zugangi.
To życie dla mnie to takie zwyczajne, że nie wiem, jak powiedzieć. Rano apel, potem do rozmaitej pracy, czasem bardzo daleko. Niektóre pracowały w fabryce, niektóre na polu, niektóre w… A najlepiej było tym, które miały jakieś prace, niekoniecznie funkcje taką, żeby drugi człowiek był od nich zależny, ale jakąś pracę w obozie, bo były szwalnie. Oczywiście, to wszystko było strasznie prymitywne, ale przynajmniej pracowało się pod dachem. Można powiedzieć, że stopniowo, jak człowiek stawał się coraz starszym więźniem, to właściwie [miał] troszeńkę [lżej], jak już nie miał tak strasznego [rygoru]. Ale to wszystko było okropne, to niewyobrażalne po prostu.

  • Czy wiele razy pani uciekła śmierci, tak bezpośrednio w obozie? Czy były takie sytuacje, że już była pani jedną nogą na tamtym świecie? Czy często, tak jak w wielu opowieściach więźniów, takie sytuacje miały miejsce?

Przede wszystkim […] do 1943 roku wszystkie podlegałyśmy selekcjom, to znaczy, że jak stałyśmy na apelu, to przychodził Niemiec i mógł wybrać na śmierć kogoś, kogo chciał, bo miał tam powiedziane, ile osób ma wybrać i nigdy nie wiadomo było, czy się pokazać, że się jest starym, czy że się jest młodym, bo jak ktoś na przykład był taki: „A ja cię zniszczę, bo jesteś [młody]” – laską zakrzywioną wyciągał z szeregu, piątkami stałyśmy, i na bok. Nie wiem kto, ponieważ Czerwony Krzyż chyba walczył tam z Niemcami o życie i o lepsze warunki w obozie. Tam od czasu do czasu przyjeżdżały nawet komisje z Czerwonego Krzyża, Międzynarodowego oczywiście, potem już tylko Żydówki podlegały selekcjom od 1943 roku. Ale blok śmierci istniał, ten dwudziesty piąty, nie zwiedzaliście – tam jest specjalny blok, bo te, które zostały wybrane z selekcji, szły od razu do gazu, to się nazywało. Wiecie, co to znaczy gaz? To znaczy, że zamiast wody z prysznica leciał gaz. To te z selekcji od razu szły do gazu, potem tylko Żydówki, ale jeżeli coś im się nie podobało i zostały wybrane z rozmaitych powodów, to szły na blok śmierci i umierały z głodu.
Chciałam jeszcze powiedzieć, ale to wesoła znowu będzie gadka. Pod sam koniec obozu, już jak Rosjanie podchodzili pod obóz, liczyłyśmy się z tym, że nas wykończą, chociaż były transporty takie, że wlekli za sobą do Niemiec, ale myślałyśmy, że… A ponieważ wtedy pracowałam w szwalni, więc nie wiem, czy to dlatego, ale w każdym razie mój blok dosyć długo nie był ewakuowany. Ponieważ, jak mówię, już troszeczkę zelżał reżim obozowy, jedna z koleżanek, przybyszy (to była Słowaczka albo Serbka, nie wiem, w każdym razie jakaś [cudzoziemka]) była wojskowa i uważała, że nie może siedzieć w obozie koncentracyjnym, tylko w obozie wojskowym, bo z partyzantki została zabrana i wsadzona. Nie dała sobie obciąć włosów i jakoś oni to… Nie wiem, jak to się stało, że mogła z włosami długimi [być], chociaż bardzo co jakiś czas strzygli, chyba w obawie przed ucieczką i wszami może. Pewnego dnia…
Aha, jeszcze teraz, te właśnie miejsca, gdzie gazowali, to wyglądały jak łaźnie. Mówili tym, bo to albo szli ludzie z obozu, to małe transporty, ale tam były przecież transporty bezpośrednio do gazu, to co słyszycie o Holocauście, to bezpośrednio podjeżdżały na bocznicę kolejową [pociągi], a im mówili, że mają się rozebrać i będzie kąpiel. Wchodzili do łaźni, a tam leciał gaz, ale tam mogła lecieć woda, jak chcieli to woda, jak chcieli, to gaz.
Już tak pod koniec, właśnie w styczniu 1945 roku pewnego dnia, tam nas było ze sto może, może sto pięćdziesiąt na bloku, [może] dwieście, mówią nam: „Idźcie się wykąpać przed transportem, bo jak to na transport tacy brudni [będziecie]!”. Myśmy były przekonane, już wiedziałyśmy, tyle lat siedziałyśmy, że jak mówią, że idziemy do łaźni poza obozem, to idziemy na śmierć. Ustawiłyśmy się piątkami. Tak trudno zrozumieć, że w obliczu śmierci może człowiek jeszcze się bawić. Postawiłyśmy koleżankę z białymi, jasnymi włosami, a myśmy wszystkie były ostrzyżone, na przedzie maszeruje, a ona jak anioł prowadzi nas do nieba. Śpiewamy jakąś piosenkę pobożną i idziemy, wchodzimy do łaźni, ona pierwsza. Oczywiście, kazali nam się rozebrać do łaźni, czekamy, kiedy gaz będzie leciał, a tu leci woda.

  • Ale to były te same łaźnie?

Te same łaźnie! Leci woda. Ale...

  • A nie było krzyków? Państwo poszli, tak śpiewając? Nie było nikogo, kto się wyłamał, kto krzyczał?

Za bardzo zmęczona już jestem. Nawet aktor się zmęczy.



17 czerwca 2010 roku
Rozmowę prowadzili Dominika Arendt-Wittchen i Krzysztof Kunert
< str. poprzednia  1 2 3 4 5  str. następna >
close