A
A
A
szukaj
wersje językowe Polski English
BIP
Romana Stobiecka
w czasie powstania
pseudonim
rocznik
Radajewska
„Danusia”, „Roma”
1926
stopień
powstańczy biogram
data wywiadu
starszy strzelec
2007-05-17

funkcja

sanitariuszka

formacja

Zgrupowanie „Golski”, pluton 1108

dzielnica

Śródmieście Południowe

Romana Stobiecka z domu Radajewska, pseudonimy: „Danusia”, „Roma”. Urodzona 28 lutego 1926 roku w Poznaniu.

  • W jakim zgrupowaniu pani walczyła?

Pierwszego przydziału zgrupowania nie pamiętam. Potem dołączyłam do plutonu 1108, to był 7. Pułk Ułanów „Jeleń”, należał do Zgrupowania „Golski”. Pod koniec zostaliśmy przeniesieni do Śródmieścia Północ, do wspomożenia obrony sztabu.

  • Jak pani wspomina czasy przedwojenne i swoje dzieciństwo?

Pochodzę z raczej zamożnej rodziny, bo mój ojciec był właścicielem fabryki. Była nas siódemka, siedmioro dzieci, zawsze pełen dom. Raczej dobrze, miło wspominam. Zawsze chciałam mieć dużo dzieci, bo uważałam, że to jest przyjemne. Potem niestety warunki nie pozwoliły na to, bo musiałam również pracować.

  • To znaczy, że mieszkała pani w Poznaniu?

Przed wojną tak i wysiedlili nas.

  • To znaczy, że tata miał fabrykę w Poznaniu?

W Poznaniu i jak tylko Niemcy weszli…

  • Jaka to była fabryka?

[Artykuły] gospodarstwa domowego, a więc powiedzmy: sitka, formy do pieczenia, lodówki na lód, takie rzeczy.

  • Gdzie się znajdowała fabryka?

Warszawska 37 [Poznań].

  • Jak się nazywał tata?

Stefan Radajewski, matka Cecylia z domu Płociniak.

  • Czy przed wojną w Poznaniu wyczuwało się nastroje antypolskie?

Ja sobie tego absolutnie nie przypominam.

  • A antyżydowskie?

Też nie, mimo że się mówiło, że Wielkopolska jest endecka. Ja w zasadzie pochodzę z rodziny endeckiej, ale nie przypominam sobie tego, żeby był jakiś antysemityzm u nas w domu. Poza tym ojciec miał sklep fabryczny w Warszawie i również utrzymywał stosunki handlowe z Żydami. Bardzo dobrze mu się z nimi współpracowało. Jeżeli mój stosunek do Żydów był negatywny, to wyniosłam to niestety ze szkoły sióstr urszulanek, które mówiły: „Żydzi zabili Chrystusa”.

  • Ale tu w Poznaniu?

Do czarnych tak zwanych urszulanek, bo są jeszcze szare urszulanki. Niestety przed wojną kościół nagłaśniał to, że Żydzi zabili Chrystusa, i to powodowało jakiś antysemityzm czy niechęć do nich.
W czasie wojny mieszkaliśmy na Wielkiej [22] w Warszawie i to była tak zwana ulica graniczna, czyli połowa należała do Żydów, a połowa należała do Polaków. Byłam świadkiem tego, co się dzieje w getcie, bardzo przykrych scen.

  • A mogłaby je pani opisać?

Na przykład już zaczęli je likwidować, bo to było małe getto. Kończyło się na Wielkiej, Siennej, nie pamiętam, jak się nazywała ulica równoległa do Siennej, która szła od Wielkiej. Ciągnęło się od placu Grzybowskiego, Sienna i róg Wielkiej i Siennej były ruiny. I już Żydzi zostali wysiedleni z mieszkań wzdłuż muru i nie wolno było im chodzić wzdłuż muru. Jednego Żyda będę pamiętać do śmierci. Młody, mógł mieć dwadzieścia parę lat, szczupły, wysoki, blady, z pejsami, w jarmułce poszedł wzdłuż muru. Na Siennej po stronie polskiej zauważył go jakiś żołnierz niemiecki i kazał mu się cofnąć. Przykląkł, bo tam nie było muru tylko zasieki, i wymierzył do niego z karabinu. Żyd idąc w kierunku Niemca, skręcił w ulicę boczną i policja żydowska wypchnęła go z powrotem. Ten Niemiec strzelił i go zabił na miejscu. Nie wiem, czy Polacy – no byli szmalcownicy również – ale czy by tak się zachowali. Przecież wiemy, jak były łapanki, ja też raz jechałam w tramwaju, gdzie była łapanka (jechałyśmy z siostrą). Zatrzymał się, [motorniczy] krzyknął: „Łapanka!”, wszyscy wysiedli z tramwaju i się chowali, gdzie mogli. Nie rozumiem tego, że dla ratowania swojego życia, poświęcam kogoś innego.

  • A jeszcze jakieś inne sceny pani pamięta?

Dzieci przechodziły przez mur, przychodziły do Polaków po jakąś żywność. Jak zastukały do nas, to zawsze dostały. Jak przechodziły przez ten mur z powrotem do getta, to Niemcy, jak złapali, to kopali ich straszliwie, ale to już niemieckie zachowanie w stosunku do Żydów. A samo drastyczne zachowanie Żydów do Żydów to nie, [nie pamiętam].

  • A teraz wróćmy do września 1939 roku.

Wyjechaliśmy z Poznania 5 września 1939 roku, kierując się na Warszawę. Nie puścili nas pod Kutnem do Warszawy. Skierowaliśmy się w bok, ale chcieliśmy jechać do Łowicza i przed Łowiczem nas zatrzymali, tak że walki nad Bzurą spędziliśmy w samym kotle. Wróciliśmy do Poznania z powrotem przed kapitulacją.
Od razu po kapitulacji ojciec otrzymał Treuhändera. Pracował jeszcze w swojej fabryce. 1 grudnia przyjechali i zabrali nas do obozu przejściowego na Głównej i po przeszło dwóch tygodniach rodzice zdecydowali się jednak na transport do GG i wywieźli nas do Limanowej.

  • Wspomniała pani o Treuhänderze, kim był ten człowiek?

To był przedstawiciel niemiecki, który zarządzał firmą i oni przejęli to tak, jakby, powiedzmy, po wojnie upaństwowili ojca. Niemcy przejmowali wszystkie sklepy, firmy i tak dalej. Tu, na terenie Wartegau, Śląska i Pomorza, przejmowali majątki ziemskie. Tak przejęli majątek mego wuja pod Pelplinem i go w październiku rozstrzelali w Borach Tucholskich. Stryja męża rozstrzelali w Bydgoszczy w krwawą niedzielę na Starym Rynku.

  • Czy może pani podać nazwiska?

Stryj [Bronisław] Stobiecki, tylko nie wiem, jak mu było na imię, a brat matki Czesław Płocieniak. Natomiast moja siostra cioteczna, Płocieniak z domu, Sieińska z męża, podobno za to, że uderzyła jednego w twarz, jak w 1939 roku Niemców mieszkających w Poznaniu zabierali do przejściowego obozu, jak tylko weszli, to ją zaaresztowali. Ponieważ była w ciąży wzięli ją do więzienia. Urodziła w więzieniu dziecko. Potem zabrali ją do Oświęcimia i na początku 1940 roku, krótko [po tym], jak urodziła dziecko, wykończyli ją w Oświęcimiu. Natomiast dziecko zdołała ciocia jakoś wyciągnąć z więzienia i z Oświęcimia.

  • Czy to dziecko jeszcze żyje?

Nie wiem, czy żyje, bo nie miałam z nimi [(Bolesław Sieiński)] po wojnie kontaktu.

  • A pani dalsze losy?

Jak nas wywieźli do Limanowej, to byliśmy tam pół roku. Ojciec stwierdził, że się kończą pieniądze, ponieważ w Warszawie miał znajomości, powiedział: „Pojadę do Warszawy, może zdołam [znaleźć] jakąś pracę, coś założyć”. I miał w Otwocku małą restaurację. Myśmy potem w lipcu przyjechali – matka i siostra, która potem poległa.
Nie wszyscy zostaliśmy wywiezieni: brat uciekł i potem dopiero w 1941 roku przyjechał do Warszawy, a najmłodsze rodzeństwo mój stryj zdołał wyciągnąć z obozu przejściowego. Miał obywatelstwo amerykańskie, powiedział, że to są jego dzieci, bo [mają] to samo nazwisko. Młodszy brat przyjechał w 1940 roku do Warszawy, a siostra w 1941 roku, po moim starszym bracie. Stryjostwo zdążyli jeszcze wyjechać z Polski do Stanów Zjednoczonych jako obywatele amerykańscy i zostawili ją w Warszawie.
Myśmy w Warszawie w 1940 roku zaczęli chodzić na komplety do Popieleskiej-Roszkowskiej. Ta siostra, która poległa, zdała maturę w 1941 roku. Szkoła się mieściła przy Placu Unii Lubelskiej. Potem ja nadrobiłam jedną klasę w ciągu dwóch miesięcy, bo miałam stratę dwóch lat gimnazjum, i też chodziłam na komplety. Zdałam małą maturę w 1943, mając rok straty, i się uparłam, że idę do liceum pedagogicznego. Chodziłam na komplety do szarych sióstr urszulanek. One miały tak zwany Szary Dom przy Gęstej na Powiślu. Ten dom mają do dzisiaj. A ja mieszkałam na ulicy Wielkiej. Tata cały czas prowadził restaurację w Otwocku, a mama przed Powstaniem, bojąc się bombardowań, z młodszym rodzeństwem pojechała do Otwocka. My z siostrą powiedziałyśmy: „Szykuje się Powstanie, jedziemy do Warszawy”.
< str. poprzednia  1 2 3  str. następna >
close