A
A
A
szukaj
wersje językowe Polski English
BIP
Alicja Janiszewska
w czasie powstania
pseudonim
rocznik
„Hanka”
1925
stopień
powstańczy biogram
data wywiadu
starszy strzelec
-
2005-10-19

formacja

„Sokół”

dzielnica

Śródmieście Południowe, Czerniaków

Alicja Janiszewska, pseudonim „Hanka”, urodzona w 1925 roku. W Powstaniu stopień starszy strzelec. Walczyła w „Sokole” w Śródmieściu Południowym i na Czerniakowie.

  • Proszę nam na początek opowiedzieć o swoich wspomnieniach sprzed wojny, o szkole, o rodzinie.

Moje życie składało się z samych podróży, chociaż nie były bardzo odległe, ale często zmienialiśmy mieszkanie, aż w końcu wylądowaliśmy w mieszkaniu po rodzicach mojej mamy, to było przy ulicy Kruczej 21, w Warszawie. W Warszawie chodziłam do szkoły podstawowej, wówczas to się nazywało Publiczna Szkoła Powszechna numer 45, która się mieściła początkowo przy ulicy Hożej 27. Później już, w ostatnim roku przed wojną została przeniesiona w Aleje 3-go Maja, tam, gdzie obecnie stoi dom dawnej partii, naszych władz. Ale już do tamtej szkoły nie chodziłam, bo w 1937 roku zdałam do Gimnazjum Prywatnego pani Furmanowej, mieszczącego się przy ulicy Brackiej 9, gimnazjum numer 120. Tam dwa lata do wojny uczyłam się normalnie. Trzeci rok jeszcze jakoś nazwano tę szkołę, mówiono, że to jest podobno siódma klasa i jeszcze mogłyśmy chodzić do tej szkoły, czyli to była trzecia klasa gimnazjalna. Przerabialiśmy kurs trzeciej klasy gimnazjalnej, to było żeńskie gimnazjum i jako siódma klasa. Później szkołę zamknęli. Uczyłyśmy się na kompletach.

  • Pamięta pani, w którym miesiącu zamknęli tą szkołę?

A to był chyba 1941 rok. Nie pamiętam dokładnie, w jakim miesiącu. W każdym razie myśmy się uczyły dalej. Uczyłyśmy się w domach koleżanek, w domach naszych nauczycielek.

  • Proszę jeszcze powiedzieć o swojej rodzinie, w jakiej rodzinie się pani wychowywała?

Mój ojciec był legionistą. To zawsze mówię, jeśli ktoś mnie pyta o moją rodzinę. Był ranny w 1918 roku, był ranny i był całe życie inwalidą.

  • W której brygadzie walczył?

Nie wiem tego dokładnie, ponieważ moi rodzice byli w separacji ze sobą. Kiedy miałam sześć lat, już nie mieszkali razem. Widziałam ojca bardzo często, bardzo często mnie odwiedzał, bardzo się kochaliśmy z tatą, ale takich bliższych informacji, to nie wiem. Wiem tylko, że mój ojciec zawsze tłumaczył, kto to jest marszałek Piłsudski, że należy go kochać, że to był ojca komendant. Na ogół jest w wielu polskich domach jest ta figurka, natomiast to jest łopatka z kopca Piłsudskiego. Ale najcenniejsza pamiątka to jest to – bo to jest orzełek Pierwszej Brygady Legionów. Autentyczny orzełek, który też mam na pamiątkę, orzełek legionów Piłsudskiego. Miałam zaszczyt znać Marszałka. To znaczy, znać, to trudno powiedzieć, ale marszałek Piłsudski często urządzał choinki dla dzieci legionistów, w Belwederze. I właśnie na jednej z takich uroczystości byłam. Właśnie wtedy rozmawiał z nami Marszałek. Siedział, opowiadał nam piękne bajki. Bardzo przyjemna impreza. Już miałam dziewięć lat, więc już byłam dużą dziewczynką, kiedy byłam na tej uroczystości, ale będę ją pamiętała całe życie.

  • To było rok przed śmiercią Marszałka.

To było w Belwederze.

  • Ale na rok przed jego śmiercią.

Tak.

  • W 1934 roku. Może pani podać nazwisko ojca, legionisty?

Michał Szczypiorski.

  • Proszę powiedzieć teraz, jak pani wspomina 1 września, wybuch wojny? Czy była pani w Warszawie wtedy?

Nie, nie byłam wtedy w Warszawie. Byłam z mamą u swoich wujostwa w Ostrowiu, to niedaleko. Bo zawsze było tak, że jeździłam na miesiąc gdzieś z ojcem w czasie wakacji, na miesiąc z mamą. To było tak, drugi miesiąc wakacji, czyli byłam tutaj.

  • W Ostrowiu? Gdzie to jest?

Tuż przy szosie lubelskiej. To jest dwanaście kilometrów od Otwocka na wschód. Bardzo niedaleko stąd.

  • Tam są ładne wydmy.

Tak. I nie wróciłyśmy z mamą, bo ojciec zadepeszował, żeby nie wracać, żeby zostać. Prosił, żeby mama ze mną została w Warszawie, bo już było wiadomo, co jest, dlaczego.

  • Znaczy, żeby w tym Ostrowiu.

Uważał, że będzie bezpieczniej w Ostrowiu. Tam byłam przez całe działania wojenne. Tam też były bombardowania.

  • Na pewno widziała pani odwrót szosą lubelską, jak wojsko i ludność cywilna szli…

Bez przerwy się samoloty zniżały i strzelały do ludzi idących po szosie. Jak tylko słyszeli warkot motoru, to wszyscy uciekali. To była wędrówka ludów z Warszawy, do Warszawy, ludzie nie wiedzieli, gdzie się schronić przed tym wszystkim. A schronić się przed lotnikami niemieckimi, to było prawie nieprawdopodobne. Oni, nawet bohaterowie, zniżali samolot do pastuszka pasącego gęsi i strzelali.
< str. poprzednia  1 2 3 4 5 6 7 8  str. następna >
close